9 czerwca 2016

Mniej znaczy więcej - Wprowadzenie.

Żyj tanio lub zarabiaj dużo, choć można również powiedzieć: wydawaj mądrze lub zarabiaj dużo. Osobiście wolę to drugie stwierdzenie.

O czym chcę pisać w tej serii? O technikach oszczędzania? Z całą pewnością nie. O oszczędzaniu jest kilka naprawdę profesjonalnych blogów. Linki do tych, które sam czytam podam pod tym wpisem.

Ja chcę opowiedzieć Ci moją historię o tym jakich dokonałem zmian w swoim życiu w ciągu ostatnich kilku lat żeby nie siedzieć w pracy 80 godzin tygodniowo tylko po to żeby ledwo starczyło do następnej wypłaty. O tym jak to wyglądało, wygląda i będzie wyglądać z praktycznej strony. Bo życie w minimalizmie jest jak narkotyk, uzależnia i nie chce puścić. I w dodatku jest bardzo przyjemne.

Natomiast Ty czytelniku możesz sobie ten wpis przeczytać i o nim zapomnieć lub wziąć do serca i zacząć pracować żeby żyć a nie żyć żeby pracować. I właśnie do tego bardzo gorąco Cię zachęcam.

Jeszcze tylko małe sprostowanie z mojej strony. Oczywiście zarabiać dużo to żadna ujma, a wręcz przeciwnie to oznaka tego że jest się naprawdę wykwalifikowanym pracownikiem lub osobą przedsiębiorczą. Jednakowoż można zarabiać dużo i żyć w ciągłym stresie czy wystarczy na rachunki. Wiem o tym, ponieważ zarabiałem nieprzyzwoite wręcz pieniądze a w połowie miesiąca w moim portfelu było słychać już tylko halny wiatr i szum morskich fal, tak więc w następnych wpisach z cyklu "Mniej znaczy więcej" sprawdzone informacje otrzymasz z pierwszej ręki.


Linki do blogów w tematyce oszczędzania:

6 maja 2016

"Kaboom". Początek. No bo czemu nie?

Dla tych co jeszcze mnie nie znają. Mam na imię Piotrek. Rocznik `84. Łatwo policzyć że na chwilę obecną mam 32 lata. Jestem ... no właśnie, kim jestem?

Urodziłem się w Tarnowie, więc w sumie jestem tarnowianinem, ale czy na pewno? Mówią że jestem Polakiem, problem w tym że wcale się nim nie czuję. Jeszcze w szkole średniej swojej polonistce podnosiłem ciśnienie twierdząc że bardziej czuję się kosmopolitą niż Polakiem. Owszem Polakiem jestem z obywatelstwa, ale nie mógłbym się tak ograniczać! Przecież mamy dla siebie ten cały ziemski glob. A że akurat tu czy tam ktoś postawił granice, jakie to ma znaczenie. Do dziś pamiętam reakcję polonistki... a minęło już 15 lat. Jak widzicie nie było łatwo od początku.

Gdy miałem lat... tłu... miesięcy... tygodni? Nie wiem, kilka, to ktoś zadecydował że jak już się urodziłem to że zrobią ze mnie katolika. 
I tak zanieśli mnie do kościoła, ksiądz wylał mi coś na głowę, jedyne co już wtedy mogłem zrobić to rozedrzeć gębę na cały regulator. Zostałem katolikiem, czy to dobrze czy źle nie wiem, jednak mi samemu jakoś nie po drodze było z religiami, bóstwami, wierzeniami w niebo, czyściec, piekło i inne tam grzechy. Gdy już podrosłem na tyle że wlepiono mi własny dowód osobisty postanowiłem i z tym zrobić porządek. Droga przez apostazję to jest jakaś kpina.

Niesamowite że jak masz kilka tygodni to nikt cię nie pyta o zdanie i po prostu boom... szast prast zrobiliśmy cię katolikiem. Ale jak już masz tych lat dwadzieścia kilka i chcesz wystąpić z kościoła to... tak, wtedy się na ciebie obrażają, złoszczą, wygrażają że jak odejdziesz to diabeł, piekło i ogólnie będziesz be! No i oczywiście wtedy musisz przyprowadzić innych dorosłych, którzy potwierdzą twoją niewiarę a ty sam człowieku zostaniesz zapytany z... nie wiem dokładnie ale chyba z miliard razy czy na pewno chcesz odejść z kościoła.
Ale, udało się i można powiedzieć że jestem wolnym człowiekiem.

Naprawdę nie potrzeba Bóstw tudzież jednego Boga żeby być dobrym człowiekiem. Wystarczy po prostu mieć w sobie choć odrobinę moralności. Zresztą ja nie walczę z Bogiem / Bogami (gdyby ktoś z czytających tego bloga wyznawał ich kilku) zawsze szanuję poglądy innych osób (co niestety nie zawsze jest odwzajemniane, bo dla niektórych ateista to już gorzej niż zbrodniarz nazistowski), nawet podpytuję ludzi o ich rytuały i dlaczego wierzą lub jak im to pomaga. Lubię tematy religii do tego stopnia że nawet byłem jako ateista na pieszej pielgrzymce do Częstochowy, byłem w kilku sanktuariach (nie tylko w Polsce), odwiedziłem też świątynie innych wyznań. Najbardziej utkwiła mi w głowie świątynia bahaistyczna w Chicago. Piękno ogrodów oraz sama architektura tej świątyni robi po prostu piorunujące wrażenie. Jak widać wszystko między mną a religiami jest OK, do momentu gdy ktoś nie narzuca mi swoich przekonań na siłę. Zresztą do wiary chyba nie można kogoś zmusić, owszem można kogoś zmusić do odprawiania określonych praktyk religijnych, ale nie do prawdziwej wiary, tej głębokiej, w sercu.

Ja zawsze przed wiarą i religią stawiałem naukę. Mimo że prymusem nie ma tu co ukrywać to nigdy nie byłem, ale jednak bardziej wierzyłem w to co można było udowodnić działaniem, wzorami, doświadczalnie. Swoje się za to nasłuchałem. Że głupi jestem bo... błogosławieni co nie widzieli a uwierzyli. No sorry, tak to nie działa. Przynajmniej nie dla mnie.

Zresztą przeczytałem Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, przeczytałem Koran, dużo czytałem i oglądałem o wszelkich religiach mono i politeistycznych, zamiast w nie wierzyć, wolałem się o nich uczyć. Lubię się uczyć o wszystkim, a wszystko o czym się uczę na start poddaję w wątpliwość, taka natura sceptyka, co poradzić, tak już mam. 

Na dziś to już koniec, ale "Kaboom" będzie kontynuowane. Jeżeli dotrwałeś do końca tego wpisu to musiało Cię to w jakiś sposób zainteresować, może widzisz w tym co piszę odrobinę sensu, a może nawet myślisz podobnie. Tak czy inaczej już teraz zapraszam po więcej.

27 kwietnia 2016

Reaktywacja.

Witaj Czytelniku.

TAK! Wróciłem do pisania. Nie mogę nie pisać, nosi mnie niemiłosiernie gdy sobie nie popiszę. Ale...

Zmiany, zmiany i jeszcze więcej zmian się tutaj szykuje. Przynajmniej postaram się je wprowadzić w 99%. Otóż. Postaram się mniej kląć a już na pewno nie lecieć jak szewc jak to miewało miejsce do tej pory gdy nerwy mi puściły. Umówmy się, no czasem trzeba, ale nie co drugie słowo.

Zupełnie odcinam się i rezygnuję z komentowania wydarzeń politycznych, religijnych, oraz wszelkich wydarzeń, które wywołują u mnie ten stan gdy pokłady agresji wybuchają we mnie jak wulkan Eyjafjallajokull w 2010 roku. Szkoda się denerwować. I tak to nic nie zmieni. 
Nie twierdzę że nie będę się w ogóle wypowiadał na te tematy, ale nie w takiej formie jak miało to miejsce do tej pory.

Na przestrzeni wielu lat blog ten przechodził już kilka poważnych zmian. Ba! Usuwałem go nawet 2 razy a i tak wracałem bo na dłuższą metę nie mogę żyć bez pisania, nawet jeśli pisałbym i czytał to tylko ja, co pewnie ma miejsce :) no ale co poradzę że czuję taką wewnętrzną potrzebę pisania.

Do tej pory pisałem tutaj o Ubuntu (taki fajny Linux), Xubuntu (lżejsza wersja Ubuntu) i pięknym oraz mega wydajnym systemie jakim bez wątpienia jest elementaryOS, o genialnej grze jaką z pewnością jest Quake Live, rozpędziłem się z pisaniem tak bardzo że nawet wypisałem listę gabinetów dentystycznych w Irlandii wykonujących zabiegi na Kartę Medyczną. Były też posty mniej kulturalne, w których nie da się ukryć leciałem po bandzie, jednak z tym już koniec. Odcinam to chamstwo długą i zarazem grubą kreską. O właśnie tak, symbolicznie:




No to o czym będę rozpisywał się teraz? O wszystkim co uznam za stosowne. Plan mam taki by umieszczać tu posty raczej w formie felietonów. Swobodnych wywodów na tematy, które w jakiś sposób mnie bądź moich bliskich dotyczyły lub uznałem je po prostu za ważne.

Jednakowoż może się też zdarzyć że będę na łamach tego bloga wrzucał linki do różnych interesujących według mnie artykułów, rysunków, materiałów audio lub wideo, a kto wie może tak mnie poniesie że wrzucę jakiś dobry przepis na coś dobrego do ugotowania lub zareklamuję na przykład jakieś dobre piwo.

Pożyjemy, zobaczymy a tymczasem do zobaczenia.